Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Bolesławiec
Mierzwińskie wspomnienia Hieronima

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Już we wrześniu 1939 roku, natychmiast po wkroczeniu hitlerowskich wojsk do Rzeczypospolitej, zapanował w Polsce dziki niemiecki terror. Bardzo szybko rozpoczęto też masowe akcje wysiedlania i wywożenia do ówczesnej III Rzeszy polskich robotników przymusowych. Jedną z rodzin, wyrzuconych ze swojego gospodarstwa i pozbawionych dorobku całego życia - byli pochodzący z ziemi poznańskiej Ławniczakowie.
Mierzwińskie wspomnienia Hieronima

Mierzwińskie wspomnienia Hieronima
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Mierzwińskie wspomnienia Hieronima
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Mierzwińskie wspomnienia Hieronima
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

Musieli bezzwłocznie opuścić wybudowany kosztem wielu wyrzeczeń dom, zostawić wszystkie posiadane zwierzęta hodowlane i narzędzia. Dano im kilkadziesiąt minut na zabranie podstawowej odzieży i niewielkiej ilości pożywienia. Dostarczeni pod eskortą na pobliski dworzec kolejowy zrozpaczeni rodzice z nieletnimi dziećmi znaleźli się w pociągu, zmierzającym w niewiadomym dla nich kierunku.

Po męczącej, długiej podróży, głodni i brudni trafili do Bolesławca, a stąd zostali zabrani do Mierzwina, wtedy Posen. Po przybyciu do majątku Neumanna polską rodzinę najpierw zlustrował z wysokości domowego ganku sam bauer, który po chwili podszedł bliżej i próbował rozmawiać z zastraszonymi Ławniczakami. Rodzina niemieckiego gospodarza bez sympatii oglądała z pewnej odległości swoich nowych niewolników, wszak była karmiona hitlerowską propagandą o rzekomych zbrodniach Polaków na Niemcach, dokonanych jakoby w Bydgoszczy.

W pewnym momencie matka nieletniego Hieronima zaniosła się płaczem, co spowodowało zmianę w postawie właściciela folwarku. Zaczął ją uspakajać dopytując, czemu kobieta tak rozpacza. Jakoś mu wytłumaczono, że przywiezieni ludzie to nie przestępcy, tylko zwyczajni rolnicy, pozbawieni przez jego rodaków całego dorobku życia i wysłani na poniewierkę do Niemiec.

Bauer najwyraźniej z trudem przyjął to do wiadomości, bowiem nachalne nazistowskie kłamstwa i chore teorie o narodzie „übermenschów” drastycznie różniły się od poznanej właśnie prawdy, że to stojącej przed nim, sponiewieranej polskiej rodzinie brutalnie odebrano własność i jako „podludzi” zesłano do Mierzwina…

Czas, jaki Ławniczakowie musieli później spędzić pracując przymusowo w majątku Neumanna pokazał, że człowiek ten - mimo wyraźnych nakazów, dotyczących traktowania polskich robotników przymusowych - kierował się jednak normalnymi, ludzkimi odruchami.

Na jego polach wraz z rodzicami zatrudniono także nieletniego Hieronima Ławniczaka i jego brata. Najpierw zadaniem chłopców były prace polowe, kiedy okazały się one za trudne, przeniesiono ich do opieki nad trzodą. Cała rodzina była zawsze bardzo dobrze traktowana przez niemieckich właścicieli majątku, co nie uszło uwagi kilku sąsiadów. Nie podobało się to zwłaszcza tym, chętnie paradującym od czasu do czasu w uniformach SA, których dzieci bezkarnie dokuczały Polakom. Gdy za dostarczenie jeńcom sowieckim jakiejś starej, cywilnej odzieży Hieronim trafił po brutalnym przesłuchaniu do tak zwanego „obozu wychowawczego”, przed gorszymi represjami uchroniło go wstawiennictwo Neumanna.

Kiedy w 1945 roku do Mierzwina weszli Rosjanie, Ławniczakowie postanowili bezzwłocznie wyruszyć do swoich rodzinnych stron. Pod „opieką” krasnoarmiejców czuli się ponownie zagrożeni. Ci na dziedzińcu gospodarstwa najpierw zapalili wielkie ognisko z wyrzuconych mebli i urządzili sobie przy nim piknik, zabijając wcześniej kilka świń. Wycinali z ich tusz głównie sadło, resztę porzucali.

Wielu żołnierzy chodziło pijanych, byli napastliwi, sytuacja stawała się niebezpieczna, szukali kobiet i wódki. Narodowość napastowanych niewiast i ich wiek nie stanowił ochrony przed zakusami rozpasanego żołdactwa. To także w tym czasie w pobliskim Bolesławcu doszło do swoistego „najazdu” grupy stacjonujących w pobliżu sowieckich pancerniaków no dom, w którym zgromadzono Rosjanki, wracające do Związku Sowieckiego po robotach przymusowych. Oficer, dowodzący ich ochroną, musiał zagrozić otwarciem ognia do pijanych napastników. Jedna z owych kobiet we wspomnieniach napisała – „tak czekałyśmy na swoją Czerwona Armię, a jej żołnierze potraktowali nas tak, jak hitlerowcy”.

Podjęty samodzielny powrót Ławniczaków i kilku innych polskich rodzin okazał się przedsięwzięciem ryzykownym, szybko zatrzymała ich grupa podchmielonych żołnierzy, którzy kazali natychmiast zdjąć z wozu biało-czerwoną flagę, sporządzoną z poszwy poduszki i prześcieradła. „Tut nie Polsza” ironicznie powiedzieli. Okutane kocami kobiety jak mogły udawały staruszki…

Hieronim Ławniczak już kilka lat po wojnie trafił ponownie w okolice Bolesławca, tym razem zupełnie dobrowolnie pracował jako junak przy remontach i odgruzowywaniu dawnej huty miedzi w Łące, gdzie powstać miały Zakłady Chemiczne „Wizów”.

Potem ukończył studia na wydziale historii, a następnie przez wiele lat pełnił funkcję dyrektora Zespołu Szkół Budowlanych i Mechaniczno - Budowlanych w Nowej Soli, gdzie osiadł na stałe. Został także prezesem Nowosolskiego Stowarzyszenia „Oświata”.

Spod jego pióra wyszło wiele artykułów w lokalnej prasie. Bywał także w miejscu swojej młodzieńczej, przymusowej pracy. Bolesne wspomnienia związane z Mierzwinem pozostaną w nim do końca życia.


Zdzisław Abramowicz



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Niedziela 25 października 2020
Imieniny
Ingi, Maurycego, Sambora

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl
Ogłoszenia nieruchomości